top of page

(z części I – Babcia kresowa – Wołyń XVI wiek)

A słońce spokojnie wisi

 

Jastrząb poluje tuż za stodołą.
Zatacza wysoko kręgi. Namierza cel. Obniża lot

i lustruje każdy skrawek obsianej ziemi.

Skrzydła głaszczą falujące trawy.

 

Nagły pisk tnie pole. Jastrząb oddala się w stronę lasu,

trzymając w szponach upolowaną ofiarę.

Mała. Pewnie mysz polna.

Dziwnie jest patrzeć jak odlatuje.


 

z części III – Nowe idzie – Wołyń XX wiek)

Bóg się rodzi

 

Pierwszy rok wojny był spokojny.

Nic się u nas nie działo.

Niemcy zezwolili tacie dalej pracować we młynie.

 

A i święta Bożego Narodzenia były normalne.

Całą rodziną szliśmy na pasterkę. W domu choinka z lasu,

snopek zboża w kącie, na stole siano a w nim złożony opłatek.

 

Jakoby żywe Dzieciątko Jezus w tej garstce sianka złożony.

Nasz tatuś dzielił się opłatkiem; na początek z babcią,

potem z mamusią, a następnie z nami wszystkimi.

 

Rodzinne wieczerzanie zaczynało się

od kolędy „Bóg się rodzi”.

 

Po świętach Niemcy z Ukraińcami zapakowali na samochody

pracujących w majątku Żydów. Pod plandeką widziałam

dziewczynki, które nie śpiewały w szkole.

 

Zabierają ich do getta we Włodzimierzu Wołyńskim,

powiedziała babcia.

 

Poza tym w naszych okolicach było spokojnie.

Wiosną 1943 roku powietrze zgęstniało.

Skończyły się noce w łóżku.

 

Słychać było krzyki banderowców:

Tu Chresta Lachów ne treba.

Ukraina nasza.

 

W grudniu wieczerzaliśmy w ukryciu

cicho śpiewając „Bóg się rodzi”.

 

 

(z cz. IV Wiejsckie zabawy – XX wiek)

Ktoś skądś dokądś poprzesuwał granice

 

tłumaczy Wacia lalkom uszytym przez babcię

dlatego musimy dokądś jechać. Byle dalej.

Ku lepszemu. Nie ma co się bać.

 

Pociąg wiezie nas z całym dobytkiem; pościelą, kiełbasą

i wspmnieniami, które nie chcą zamarznąć,

pomimo przenikliwego zimna.

 

Nocą umarł człowiek z naszego wagonu.

Najpierw nie dał spać. Coś szeptał, jęczał, chwytał się za serce.

Elegant, jakby na wesele jechał, a okazało się, że na pogrzeb.

 

Jego towarzyszka też elegancka, lecz jakaś taka sztuczna była.

Nawet łzy nie uroniła. Skamieniała,

jakby bardziej martwa była od zmarłego.

 

Cały dzień tak razem siedzieli. Eleganccy i poważni jak na mszy.

Za granicą przyszli zabrać umarłego.

Wtedy krzyk taki podniosła,

 

że nie tylko lalki się wystraszyły.

Wysiadła razem z trupem. W jakiejś pipidówce.

Za jakąś granicą.


 

(z części II – Kurenie – Wołyń XVII wiek)

Życie na Ukrainie

 

za sprawą Kozaków stało się nie do zniesienia

dla szlachty, tudzież arendarzy żydowskich.

Nikt w domu nie nocował.

Przed zachodem słońca wynosił się w step,

 

ukrywszy majątek i jeden kryjąc się przed drugim:

mąż przed żoną, żona przed mężem,

ojciec i matka przed dziećmi, dzieci przed rodzicami,

ażeby znaleziony, z bólu nie wydał bliskich,

 

gdyby go męcząc o innych pytali.

W Lisiance, niewielkim miasteczku, obwiesili razem

na jednej szubienicy księdza, Żyda i psa,

mając te trzy stworzenia za jeden gatunek.

 

Po niecnych uczynkach, szli do cerkwi;

brali błogosławieństwo od popa,

jakoby pełnili czyn pobożny,

niszczenia od ich wiary odszczepieńców.

wyd.2015r.

(z cz. V - Przesadzanie – Ziemie Odzyskane – XX wiek)

Usłyszeć nasze babcie

 

Jeszcze się nie urodziłam.

Jeszcze mnie nie widzicie spoza cieni domów.

Jeszcze nie wiecie,

 

że wasza córka będzie moją mamą.

Wyjedzie ze Związkiem Młodzieży Polskiej

do stolicy, by odbudowywać ją w czynie społecznym.

 

Tam pozna mojego tatę

(też przesiedleńca)

i cegła po cegle zbudują nowe życie.

 

Palę znicze w święto zmarłych

i opowiadam mojej wnuczce o babciach,

których serca biją w dzwonach kresowych kościółków.

bottom of page